Japoński street food – część 2

Dzisiaj zapraszam Was na drugą część przeglądu japońskiego street foodu. Mogłaby pewnie powstać część trzecia i czwarta, bo to co Wam prezentuje to zaledwie niewielka część tego, co oferuje Japonia w temacie szybkich i smacznych przekąsek. Prawdopodobnie nigdzie na świecie nie znajdziecie takiego wyboru. Oprócz tego, że Japończycy wprowadzają u siebie kuchnie z całego świata i zapożyczają wiele potraw znanych w innych regionach naszego globu, to przede wszystkim mają setki swoich autorskich przepisów na street food. Najpierw wybierzemy się na Nishiki Market w Kioto, który oferuje nam nawet większą różnorodność i bardziej oryginalny street food, niż markety w Tokio.

Przygotujcie sobie coś do jedzenia i zapraszam do czytania!

Nishiki market to po prostu długa, zadaszona ulica. Po obu jej stronach sprzedawane są owoce morza pod różną postacią, warzywa, pikle i rozmaite przekąski. Mieszkańcy Kioto wciąż robią tam zakupy, choć można stwierdzić, że to raczej turyści tu przeważają. Niektóre sklepiki to rodzinne biznesy, prowadzone przez kolejne pokolenia, które stanowią znaną markę w całym Kioto. Duża konkurencja sprawia, że sprzedawcy wymyślają wciąż nowe sposoby, by przyciągnąć klienta. Na pewno udało się to osobie, która wymyśliła ośmiorniczki, które widzicie poniżej. Są one gotowane w gęstym, lekko słodkim sosie, który tworzy błyszczącą glazurę na powierzchni. Wyglądają prawie jak lizaki albo kandyzowane owoce, choć te zawinięte odnóża sprawiają, że nie można pomylić ośmiorniczek ze słodkościami. Mięso jest kruche, a w głowie kryje się niespodzianka – gotowane jajko przepiórcze.

Nishiki Market już od kilku wieków jest nazywany “kuchnią Kioto”. Jest tam ciasno i tłoczno. Znajduje się tam 100 sklepów i restauracji, jest więc w czym wybierać. Większość z nich specjalizuje się w konkretnym typie produktów i są to lokalne wyroby.

Katsuobushi to fermentowany, wędzony i suszony tuńczyk bonito. Wykorzystuje się go to przyrządzania dashi, który jest podstawą wielu japońskich dań. Jest twardy jak kamień, dlatego potrzebne jest specjalne narzędzie, na którym można zetrzeć katsuobushi na cieniutkie płatki. To w takiej postaci jest zawsze wykorzystywany, nie tylko do przyrządzenia dashi, ale również do posypania takoyaki lub okonomiyaki.

Na każdym japońskim markecie będą przeważać owoce morza. Nic dziwnego, to w końcu podstawa japońskiej diety. Na całe szczęście nie musicie kupować ich surowych i przyrządzać samodzielnie. Kto gotował kiedyś w domu ośmiornicę ten wie, że przez kolejne kilka tygodni, jej duch wciąż unosi się w mieszkaniu 😉 Wystarczy wybrać się, np. na Nishiki Market, by móc spróbować rozmaitych darów oceanu. W postaci surowej, smażonych lub grillowanych, tak jak kałamarnica na zdjęciu poniżej.

Hamo to morski węgorz, który w Kioto stanowi luksusowy składnik i zwiastuje nadchodzące lato. Ta charakterna ryba posiada setki malutkich ości, których człowiek nie jest w stanie usunąć. Japończycy opracowali specjalną technikę krojenia hamo przy użyciu noża, który jest wykorzystywany jedynie do tego zadania. Wykonuje się serię nacięć, które przecinają ości ale, nie naruszają skóry ryby. Hamo tnie się na kawałki odpowiednie do spożycia ‘na raz’ i gotuje. Dzięki temu można spożywać go razem z ośćmi. Na Nishiki Market kupicie Hamo dużo taniej i również w formie sushi.

Kolejne stoisko specjalizuje się w kinako, czyli mące z prażonej soi, która jest wykorzystywana w tradycyjnych deserach. Jednym z nich jest kinako mochi, tutaj w wersji na patyku. Kupując kinako mochi nie wiedziałam jeszcze czym jest, wybrałam to co wpadło mi w oko. I to był dobry wybór. Stanowi jedną z tych rzeczy, której smak najwyraźniej pamiętam do dziś. Jeszcze ciepłe, niedawno zrobione mochi i posypka, która nadaje mu lekko orzechowy i prażony aromat. To bardzo prosty street food, ale sprawia, że jakoś tak błogo robi się na duszy.

Na koniec naszego spaceru zostawiłam pączki. Najlepsze pączki, jakie jadłam w życiu. Nazywają się Tonyu i robi się je z mleka sojowego. Dostępne są różne posypki, ale najlepiej smakują w wersji oryginalnej. Świeżo zrobione, jeszcze ciepłe i pyszne!

Opuszczamy Nishiki Marekt i przechodzimy do przekąsek, które można zjeść w całej Japonii. Nikuman to japońska wersja chińskich bułeczek baozi. Ta delikatna, rozpływająca się w ustach bułeczka skrywa przeróżne nadzienia i jest gotowana na parze. Kupując nikuman w Japonii możecie mieć pewność, że będzie wypełniony nadzieniem po brzegi i choć wygląda lekko, to waży sporo i zaspokoi Wasz głód. Zazwyczaj w środku znajdziemy nadzienie z wieprzowiny, ale bardzo popularna jest też pizza-man. Jak się pewnie domyślacie, to nadzienie z sosu do pizzy, przypraw i sera. Dodatkiem do bułeczki jest często japońska musztarda. Nikuman to ulubiona przekąska w zimniejsze dni, która rozgrzewa i smakuje wyśmienicie.

Kare Pan lub curry bread to głęboka smażona pyszność wypełniona japońskim curry. Z wierzchu posypywany jest panko, które staje się chrupiące po usmażeniu. Aromatyczne nadzienie składa się z kilkudziesięciu przypraw, ziemniaków, cebuli, różnego rodzaju mięsa i marchewki. To standardowe składniki, które występują w curry, ale oczywiście powstają też inne wariacje na ten temat. Wersje wegetariańskie, z dodatkowymi warzywami, serem lub jajkiem gotowanym na miękko. Gdy piszę te słowa i patrzę na to zdjęcie autentycznie cieknie mi ślinka. Kare Pan najlepszy jest na ciepło, możecie kupić go od ulicznych sprzedawców specjalizujących się w tym street foodzie, ale znajdziecie go też w każdej japońskiej piekarni. Zazwyczaj oferują one opcję odgrzania i proponuję z niej skorzystać. Kare Pan to nie tylko szybka przekąska, może też być konkretnym posiłkiem, który napełni Wasze żądne jedzenia brzuszki.

Jeśli do tej pory kuchnia japońska kojarzyła Wam się zdrowo i dietetycznie, to muszę teraz wyprowadzić Was z błędu. Japończycy kochają potrawy panierowane i smażone na głębokim tłuszczu. Oto kolejna z nich, czyli Karaage. Zazwyczaj są to te tłuściejsze części kurczaka. Karaage w takiej formie jest najpopularniejsze, choć może to być też ryba lub inne owoce morza. Odpowiednia temperatura i technika smażenia sprawia, że kurczak pozostaje soczysty. Dodatkowo marynuje się go w sosie sojowym, sake, mirin, czosnku lub innych przyprawach. Dzięki temu smakuje naprawdę wyśmienicie. Kurczaka karaage możecie łatwo przyrządzić samodzielnie. Wybierzcie swoje ulubione części, zamarynujcie w ulubionych składnikach (wystarczy sos sojowy i czosnek), a następnie obtoczcie w skrobi ziemniaczanej. Usmażcie na głębokim tłuszczu i zajadajcie.

A teraz przyszedł czas na deser. W Harajuku, dzielnicy mody i młodych ludzi, znajdziemy głównie słodkości. I to takie, które pięknie wyglądają i najlepiej prezentują się na zdjęciach na Instagram’a. Japończycy i obcokrajowcy tłumnie przybywają na Takeshita Street, by pstryknąć sobie fotkę z kolorowymi i pięknie wyglądającymi słodyczami. Najbardziej znane i lubiane już od lat są naleśniki z różnymi dodatkami. Zazwyczaj do wyboru jest kilkadziesiąt różnych wersji. Z lodami, bitą śmietaną, świeżymi owocami, różnymi posypkami i polewami. Cieniutki naleśnik i bogactwo nadzienia. Nikt nie jest w stanie mu się oprzeć. Sztuczne naleśniki kuszą nas z wystawy i sprawiają, że ciężko zdecydować się na jeden, jedyny smak. Oczywiście można wybrać ich kilka, ale przed nami jeszcze dużo do zjedzenia. Ciekawa jestem, jak panie z obsługi zapamiętują te wszystkie konfiguracje?

31624732883_4d61fac69b_b.jpg
Source: Flickr

Croquant Chou Zaku Zaku to ciasto ptysiowe posypane chrupiącą posypką z cukru, masła i orzeszków. Są świeżo wypiekane na miejscu i napełniane przy kliencie kremem waniliowym. Zaku Zaku wypieka się również w formie rożka do lodów, więc najlepiej spróbować dwie wersje 😉 Chrupiące ciasto i delikatny krem tworzą genialną i bardzo słodką kompozycję, która znika w szybkim tempie. Wybaczcie, więc brak bardziej szczegółowych zdjęć. Zaku Zaku nie dotrwało do momentu wyjęcia aparatu z torebki.

Ostatnie dwa lata to szaleństwo związane z watą cukrową. W Harajuku musi być oczywiście ogromna i bardzo kolorowa. Każdy kolor to inny smak, wata jest leciutka i delikatna. Choć porcja zdaje się wystarczyć dla całej wycieczki szkolnej, spokojnie zjecie ją sami. Najwyżej później będziecie na cukrowym haju 😉

37153900392_4225f2d3fc_b.jpg
Source: Flickr

To tylko niektóre przykłady modnych słodkości z Harajuku. Kupicie tam też lody, które nie roztapiają się nawet w pełnym słońcu. Na pewno są bardzo naturalne, ale za to możecie ja samodzielnie udekorować. Jeśli nie jesteście fanami chemicznych smaków, to na pewno chętniej wybierzecie lody robione z mleka z Hokkaido. To największy producent mleka w Japonii, które podobno jest najlepsze na świecie i takie też będą lody z niego zrobione 🙂

Jak już jesteśmy przy słodkim street foodzie to musi się pojawić kakigori. Jest to idealny deser na upalne dni. Lód jest ścierany specjalną maszyną i tworzy puchatą chmurkę. Polewa się go syropami lub mlekiem kondensowanym. Można też dodać świeże owoce lub pastę adzuki. Wersja ze zdjęcia jest posypana kinako, czyli mąką z prażonej soi, a we wnętrzu ukrywa się ‘ukochana’ przeze mnie pasta adzuki. Kakigori szybko się topi, zwłaszcza gdy spożywamy je w słoneczny dzień na dworze. Nie zamienia się jednak w kaleczące podniebienie kryształki lodu. Wszystko za sprawą tajemnego sposobu przyrządzania kakigori.

Daifuku to odmiana mochi sprzedawana w zasadzie wszędzie. Delikatne ciasto z mąki ryżowej tradycyjnie zawiera nadzienie z kremem matcha lub pastą z czerwonej fasoli. W środku daifuku możecie też znaleźć owoce, krem waniliowy lub owocowy, co tylko sobie wymarzycie.

Poczytali? Pojedli? Mogę kończyć. Cóż mogę jeszcze napisać? Myślę, że zdjęcia mówią same za siebie. W Japonii jest pysznie, różnorodnie i każdy, zapewniam każdy znajdzie tu coś dla siebie. Szkoda jedynie, że japoński street food nie występuję wszędzie na świecie. No cóż, możemy jedynie własnoręcznie spróbować odtworzyć te smaki. Czy się to udaje? Nie zawsze. Ale się nie poddaję!

Wszystkie zdjęcia należą do @kocinka

Tagged , , , ,

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *